Spór pomiędzy Midjourney a hollywoodzkimi studiami filmowymi staje się jedną z najważniejszych spraw dotyczących sztucznej inteligencji i prawa autorskiego. Choć w mediach często pojawiają się nagłówki sugerujące, że AI "kradnie" obrazy, rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona.

Co ciekawe, w najnowszym etapie procesu to nie studia filmowe, lecz Midjourney przeszło do ofensywy.

Midjourney chce zajrzeć za kulisy Hollywood

W trwającym procesie firma zwróciła się do sądu o zobowiązanie Disneya, Universala i Warner Bros. do ujawnienia dokumentów dotyczących tego, w jaki sposób same wykorzystują sztuczną inteligencję.

Midjourney chciało uzyskać dostęp między innymi do:

  • wewnętrznych strategii związanych z AI,
  • badań prowadzonych nad wykorzystaniem modeli generatywnych,
  • dokumentacji technicznej,
  • prezentacji dla zarządów,
  • informacji o wykorzystywanych modelach i danych treningowych.

Sąd uznał jednak, że większość tych materiałów nie ma bezpośredniego znaczenia dla sprawy i ograniczył zakres dokumentów, które studia muszą przekazać. Midjourney nie zgadza się z tą decyzją i przekonuje, że sposób, w jaki sami powodowie rozwijają oraz wykorzystują AI, może mieć znaczenie dla oceny ich roszczeń.

O co toczy się proces?

Pozew złożony przez Disney, Universal i Warner Bros. opiera się na zarzucie, że Midjourney narusza prawa autorskie, ponieważ podczas trenowania swoich modeli wykorzystywało ogromne ilości obrazów chronionych prawem autorskim. Studia wskazują również, że użytkownicy potrafią wygenerować grafiki przedstawiające postacie bardzo przypominające znane marki i bohaterów należących do tych wytwórni.

Midjourney odpowiada, że proces trenowania modelu nie polega na kopiowaniu i przechowywaniu obrazów, lecz na uczeniu algorytmu rozpoznawania zależności pomiędzy miliardami przykładów.

I właśnie tutaj dochodzimy do sedna całej sprawy.

Malarska ilustracja AI w ekspresyjnym stylu: szkielet z czaszką w kształcie głowy myszki, z uniesionymi rękami, na ciemnym tle

Czy Midjourney przechowuje obrazy?

To jeden z największych mitów dotyczących generatywnej sztucznej inteligencji.

Wiele osób wyobraża sobie model AI jako ogromny dysk twardy zawierający miliardy grafik pobranych z internetu. Gdy wpisujemy prompt, model miałby rzekomo odnaleźć odpowiedni obraz i nieznacznie go zmodyfikować.

Tak jednak nie działa.

Podczas treningu obrazy są analizowane przez sieć neuronową, a następnie przekształcane do postaci matematycznych zależności pomiędzy milionami, a właściwie miliardami parametrów modelu. Po zakończeniu treningu nie pozostaje baza zdjęć ani kolekcja ilustracji, z której AI korzysta podczas generowania nowych prac.

Model zapamiętuje wzorce – relacje pomiędzy kolorami, światłem, perspektywą, anatomią, kompozycją czy stylem – a nie konkretne pliki graficzne.

To właśnie dlatego za każdym razem powstaje nowy obraz, a nie kopia istniejącego dzieła.

AI uczy się podobnie jak człowiek

To jeden z głównych argumentów podnoszonych przez Midjourney i wielu ekspertów zajmujących się sztuczną inteligencją.

Początkujący ilustrator uczy się, oglądając tysiące prac innych artystów. Fotograf analizuje zdjęcia najlepszych fotografów świata. Malarz studiuje dzieła dawnych mistrzów. Programista czyta kod napisany przez innych, a pisarz rozwija warsztat, czytając setki książek.

Nikt nie oczekuje, że po przeczytaniu każdej książki autor będzie otrzymywał od nas tantiemy za sam fakt, że czegoś się nauczyliśmy.

Nasz mózg nie przechowuje każdej przeczytanej strony ani każdego obejrzanego obrazu w postaci wiernej kopii. Zamiast tego budujemy wiedzę, rozpoznajemy wzorce i wykorzystujemy zdobyte doświadczenie do tworzenia czegoś nowego.

Zwolennicy AI twierdzą, że modele generatywne działają na bardzo podobnej zasadzie. Nie magazynują milionów obrazów, lecz uczą się statystycznych zależności pomiędzy elementami wizualnymi i wykorzystują tę wiedzę do generowania nowych kompozycji.

Co by oznaczało uznanie treningu AI za naruszenie prawa autorskiego?

To pytanie wykracza daleko poza samą sprawę Midjourney.

Jeżeli sądy uznałyby, że samo analizowanie utworów podczas treningu modelu stanowi naruszenie praw autorskich, pojawiłoby się fundamentalne pytanie o granice procesu uczenia się.

Przecież praktycznie każda kreatywna działalność opiera się na wcześniejszych przykładach. Artyści inspirują się innymi artystami. Projektanci studiują najlepsze realizacje. Muzycy analizują utwory swoich poprzedników. Filmowcy oglądają klasykę kina.

Czy oznacza to, że za sam proces zdobywania wiedzy należałoby płacić właścicielom praw autorskich?

Oczywiście przeciwnicy AI zwracają uwagę, że istnieje istotna różnica pomiędzy człowiekiem uczącym się od innych twórców a komercyjnym trenowaniem modeli na miliardach utworów bez uzyskania licencji. To właśnie ta granica jest dziś przedmiotem sporu i nie została jeszcze jednoznacznie rozstrzygnięta przez sądy.

Dlaczego Midjourney chce poznać działania Hollywood?

Właśnie dlatego firma domaga się ujawnienia informacji o tym, jak studia filmowe same wykorzystują sztuczną inteligencję.

Jeżeli okaże się, że również rozwijają własne modele, analizują ogromne zbiory danych lub wykorzystują AI do wspomagania produkcji filmowej, Midjourney będzie mogło argumentować, że nawet najwięksi właściciele praw autorskich uznają podobne procesy za dopuszczalne w praktyce.

Nie chodzi więc wyłącznie o ciekawość, ale o próbę wykazania, że zasady stosowane wobec Midjourney powinny obowiązywać wszystkich uczestników rynku, również największe studia filmowe.

Dlaczego ten proces jest tak ważny?

Niezależnie od tego, po której stronie sporu się opowiadamy, jedno jest pewne – wyrok może wpłynąć na całą branżę generatywnej sztucznej inteligencji.

Sąd będzie musiał odpowiedzieć na pytania, które jeszcze kilka lat temu wydawały się czysto teoretyczne:

  • Czy trenowanie modeli AI na chronionych utworach jest zgodne z prawem?
  • Gdzie kończy się nauka na przykładach, a zaczyna naruszenie praw autorskich?
  • Czy model uczący się wzorców można porównywać do człowieka rozwijającego swoje umiejętności?
  • Jakie obowiązki będą miały firmy tworzące modele AI w przyszłości?

To nie jest już spór wyłącznie o Midjourney. To proces, który może zdefiniować zasady rozwoju sztucznej inteligencji na kolejne lata.

A niezależnie od ostatecznego wyroku warto pamiętać o jednym: model AI nie jest biblioteką obrazów ani wyszukiwarką kopiującą cudze prace. Jego działanie polega na uczeniu się zależności pomiędzy miliardami przykładów i generowaniu nowych treści na podstawie zdobytej wiedzy. To, czy taki proces powinien być traktowany jak ludzka nauka, czy jako wykorzystanie wymagające zgody właścicieli praw autorskich, pozostaje dziś jednym z najważniejszych pytań stojących przed sądami i całym rynkiem AI.